PŁOMYCZEK nr 14/15, 16 grudnia 1937


Jak to było na choince

Wszyscy twierdzą, że zawinił pajac kolorowy,
Który pierwszy się posprzeczał z aniołkiem cukrowym.
A zaczęła się od tego cała awantura, że powiedział pajac:
- Ze mnie - największa figura!
Jestem piękny, skaczę, tańczę, wspinam się po lince,
- Nikt z zabawek nie dorówna mi na tej choince!
A aniołek:
- Fe! Nie lubię gdy się przechwalają!
Zresztą wspinać się po lince umie byle pająk!
Nie rozumiem więc doprawdy o co tyle zgiełku?
Ja przynajmniej jestem słodki:
Z cukru mam skrzydełka! Z cukru - rączki,
Z cukru - nóżki, nosek, buzia, główka,
A pomimo to nie mówię o sobie ni słówka;
Chociaż wiszę obok gwiazdy na samym wierzchołku...
Pajac bąknął:
- Bardzoś skromny, mój drogi aniołku!
- I ja również nie rozumiem o co tyle krzyku,
-powiedziało nadąsane serduszko z piernika.
-każdy wie, że nic nie warte drzewko bez serduszka...
- O, przepraszam! Bez nas także! - krzyknęły jabłuszka.
- Kto ozdobą jest prawdziwą to nie tajemnica -
Spójrzcie na mnie - mówi dumnie piękna baletnica.
Aż się wreszcie odezwała kolorowa świeczka:
- Widzę, że bez mej pomocy nie ustanie sprzeczka!
Powiedziała i błysnęła złocistym płomykiem,
Aż poleciał na podłogę z wielkim krzykiem.
Aż ze strachu na choince wszystkim kłótnia zbrzydła
I stopiły się z gorąca aniołkowe skrzydła.


powrót