Księżyc i lunatycy

Wypudrowany błazen na arenie nieba
Rozpoczyna popisy banalnego pierota
Od którego uciekła płocha kolombina.
Wykrzywia smutkiem twarz i niby
Umiera z miłości.
Na dachy domów wychodzą lunatycy
Zakochani w jego błazeńskich sztuczkach
I po sznurach promieni wspinają się w górę,
Żeby też wziąć udział w przedstawieniu.
Akrobaci i linoskoczki zawieszeni w powietrzu,
Cyrkowcy, zapatrzeni w swego reżysera,
Żonglują gwiazdami, skaczą na grzbiet Wielkiej Niedźwiedzicy,
Albo tańczą na linie niespełnionych pragnień.
A wśród nich najważniejszy -
Udaje wielkiego aktora
I chociaż jest zwykłym nadętym pajacem,
Lunatycy wyciągają do niego ręce,
Lunatycy rzucają mu serca jak piłki,
Lunatycy w obłokach,
Lunatycy na dachach,
Lunatycy na ziemi.


powrót