Miasto wieczorem

Fabryki, dyszące czarnymi płucami,
Ostatnim wysiłkiem wypluwają dym
I kluczami kominów
Zamykają niebo.
Ktoś poustawiał rządem
Olbrzymie pudełka zapałek,
A w każdym pudełku
Pali się Życie
I patrzy złotymi oczami.
Ostre noże neonów
Przebijają otwartą pierś pleców
Z której wytryska spieniona ulica
I z szumem rozbiega się
W różne strony.
Potem długo jeszcze
Nierówno i mocno
Uderza puls
W splatanych arteriach,
W żyłach przeciętych,
Aż wreszcie powoli, powoli
Zamiera zupełnie.
Gdzieś snuje się cień chuligana
Z papierosem w kąciku warg,
A melodia modnego tanga
Zagłusza płacz dziecka,
Krzyki pijaka
I wycie bezdomnych psów.


powrót