Szara godziana

Za oknami śnieg prószy i prószy
Mróz na szybach maluje witraże...
Szara godzina ma trzewiczki z błękitnego pluszu
I popielaty welon na twarzy.
Szara godzina wchodzi do mojego pokoju
A ręce ma pełne wspomnień:
Mówię jej - odejdź to wszystko nie moje,
To wszystko nie dla mnie, nie o mnie!
Idź sobie ode mnie śnieżną drogą przez pole,
Znajdź gdzieś kogoś kto czeka i wzdycha
I dłoń aksamitną mu połóż na czole
I mów coś i śpiewaj coś cicho.
A ja już nie wzdycham, a ja już nie marzę
Ja już nikogo nie czekam
Nie chcę widzieć za szarym welonem twej twarzy
Ja światło zapalam - uciekaj!


powrót