Taniec na linie

Dużo świateł ludzi... Zajęte loże,
Zajęte ławki... mnóstwo dzieci w tłumie...
Cyrk falami głów dziś pieni się, jak morze
I jak morze, w czasie przypływu, szumi.

Gra orkiestra... jeszcze... Jeszcze krótka chwila
Przykre, niespokojne w serce ukłucie
I wychodzą tańczyć swój taniec motyla
Na wysoko w górze rozpiętym drucie.

Uśmiecham się... tańczę... Bojaźń niewymowna
Ściska moje serce i pęta ruchy...
A za kulisami twarz starego klowna
Patrzy poczciwie, dodaje otuchy.

Z loży na arenę spadła bombonierka
I czyjś głos dziecięcy powtarza stale:
"jakże ślicznie tańczy ta mała tancerka
I, spójrz, mamusiu, nie boi się wcale!"

Nieznajome, obce koleżanki moje!
Chcę zawołać do was, chcę krzyknąć: - dzieci!
Ależ ja się boję, ja się bardzo boję,
Tylko, że wy wcale o tym nie wiecie! -

Zaraz już, za chwilę, kiedy skończę tańczyć
I uśmiechnięta, ale trochę blada,
Skłonię się - rzucicie złote pomarańcze
Da moich nóg, - i słodka czekoladę.

Wiem, że szczerze, z serca chcecie wynagrodzić
Za czas, co w cyrku wam wesoło płynie,
Mnie małą tancerkę, która co dzień, co dzień
Musi uśmiechać się, tańcząc na linie.


powrót